Naukowcy przebadali 113 produktów. W 98 proc. znaleźli składniki, których nie było na etykiecie

Szampon, krem, dezodorant, detergent do prania. Korzystamy z nich codziennie i zakładamy, że lista składników mówi nam, co znajduje się w środku. Nowe badanie pokazuje, że rzeczywistość może być bardziej skomplikowana. W niemal każdym ze 113 przebadanych produktów naukowcy wykryli przynajmniej jeden związek, którego nie wymieniono na etykiecie.

Naukowcy sprawdzili, co naprawdę znajduje się w produktachNaukowcy sprawdzili, co naprawdę znajduje się w produktach
Źródło zdjęć: © Licencjodawca

Sprawdzili 113 produktów, których używamy na co dzień

Badanie opublikowane w sierpniu 2026 roku w czasopiśmie "Environment & Health" objęło produkty z 12 kategorii. Były wśród nich szampony, kremy i balsamy, dezodoranty, kosmetyki dla dzieci, filtry przeciwsłoneczne, pasty do zębów, płyny do płukania ust, a także detergenty do prania i środki czystości.

Łącznie naukowcy przeanalizowali 113 produktów kupionych w Stanach Zjednoczonych w 2021 i 2022 roku.

Nie ograniczali się przy tym do sprawdzania obecności kilku wybranych wcześniej składników. Zastosowali analizę nieukierunkowaną, która pozwala wychwycić wiele różnych związków znajdujących się w próbce.

Aparatura zarejestrowała 3141 sygnałów chemicznych. Badaczom udało się przypisać identyfikację 303 substancjom, choć stopień pewności tej identyfikacji nie w każdym przypadku był taki sam.

Na etykiecie średnio 16 składników. W laboratorium wykrywano 51 związków

To jedna z liczb, które najmocniej zwracają uwagę. Przeciętna etykieta zawierała 16 pozycji na liście składników. Tymczasem podczas analizy jednego produktu wykrywano średnio 51 związków chemicznych.

Jeszcze bardziej wymowny jest wynik dotyczący całej badanej grupy. W 98 proc. produktów znaleziono co najmniej jedną substancję, której nie było na etykiecie.

Nie oznacza to jednak, że producenci celowo pominęli trzy czwarte składu. Lista INCI czy skład podany na opakowaniu nie jest laboratoryjnym spisem każdej cząsteczki, którą można wykryć w gotowym produkcie.

Dodatkowe związki mogą pojawić się m.in. jako zanieczyszczenia surowców, pozostałości procesu produkcyjnego, produkty reakcji chemicznych albo substancje pochodzące z opakowania czy urządzeń użytych podczas produkcji.

W 85 proc. produktów znaleziono coś jeszcze

Autorzy badania porównali wykryte związki z informacjami dotyczącymi ich właściwości. W 85 proc. analizowanych produktów pojawiła się co najmniej jedna nieujawniona na etykiecie substancja mająca znane lub podejrzewane właściwości mogące stanowić zagrożenie dla zdrowia.

Średnio znajdowano cztery takie związki na produkt.

W tej grupie znalazły się substancje, które w dostępnych bazach są klasyfikowane m.in. pod kątem możliwego wpływu na gospodarkę hormonalną, rozrodczość i rozwój, działania uczulającego czy rakotwórczego.

Brzmi niepokojąco, ale tej liczby nie należy interpretować jako informacji, że 85 proc. kosmetyków i detergentów szkodzi osobom, które ich używają. Sama obecność substancji nie mówi jeszcze, czy produkt jest niebezpieczny. To najważniejsze ograniczenie tego badania.

Naukowcy sprawdzali, jakie związki można znaleźć w produktach i jakie potencjalne zagrożenia są z nimi związane. Nie ustalali natomiast rzeczywistego ryzyka dla osoby używającej konkretnego szamponu, kremu czy detergentu.

Znaczenie ma przecież nie tylko sama obecność substancji, ale również jej ilość, droga kontaktu z organizmem, częstotliwość stosowania produktu czy to, jaka część związku może zostać wchłonięta.

Badanie nie odpowiada więc na pytanie, czy stężenia wykrytych substancji były na tyle wysokie, aby wywoływać skutki zdrowotne.

"Naturalny" i "bez ftalanów" też trafiły pod lupę

Osobnym problemem okazały się deklaracje marketingowe umieszczane na opakowaniach. W 29 ze 113 produktów, czyli mniej więcej w co czwartym, naukowcy wykryli substancje, które nie pasowały do określonych zapewnień producenta. Dotyczyło to m.in. produktów reklamowanych jako "100 proc. naturalne", "bez ftalanów" czy pozbawione substancji zapachowych.

Nie przesądza to jeszcze o świadomym wprowadzaniu klientów w błąd. Zanieczyszczenie mogło pojawić się wcześniej, np. u dostawcy surowca albo podczas produkcji. Wynik pokazuje jednak, że hasło widoczne z przodu opakowania nie zawsze daje pełną informację o tym, co później można wykryć w gotowym produkcie.

Autorzy przyjrzeli się również 27 produktom, które wcześniej, na podstawie deklarowanego składu, uznali za najlepsze wybory. Po analizie laboratoryjnej 59 proc. z nich nie spełniło przyjętych przez badaczy kryteriów dotyczących zanieczyszczeń.

Pasty do zębów wyróżniły się na tle innych produktów

Jedna z kategorii wypadła szczególnie dobrze. Wszystkie sześć przebadanych produktów do higieny jamy ustnej, czyli past i płynów do płukania, spełniło kryteria ustalone przez autorów badania.

Naukowcy zwracają uwagę, że w Stanach Zjednoczonych część takich produktów podlega bardziej rygorystycznym zasadom produkcji, ponieważ może być regulowana jak leki dostępne bez recepty.

Sześć produktów to jednak zdecydowanie za mało, by na tej podstawie uznać wszystkie pasty do zębów za wolne od podobnego problemu. Czy podobnie wygląda sytuacja w polskich drogeriach? Tego badanie nie pokazuje.

Wszystkie analizowane produkty pochodziły z rynku amerykańskiego, a zasady dotyczące kosmetyków i substancji chemicznych w Stanach Zjednoczonych oraz Unii Europejskiej różnią się.

Nie można więc napisać, że 98 proc. kosmetyków dostępnych w Polsce zawiera składniki niewymienione na opakowaniu. Aby to stwierdzić, należałoby przeprowadzić podobną analizę produktów sprzedawanych na naszym rynku.

Co więcej, badane artykuły kupiono kilka lat temu, w latach 2021–2022. Był to okres dużych problemów z globalnymi łańcuchami dostaw. Zmiany surowców i dostawców mogły mieć wpływ na część wyników.

Etykieta nie jest pełnym chemicznym "odciskiem palca" produktu

Równie ważne jest ograniczenie zastosowanej metody. Analiza dobrze wykrywa określone związki lotne i półlotne, ale nie pozwala zobaczyć wszystkiego, co może znajdować się w produkcie. Niektóre cięższe substancje czy polimery wymagają innych metod badawczych.

Dlatego z nowych wyników nie wynika, że należy wyrzucić kosmetyki z łazienki albo środki czystości spod zlewu. Badanie zwraca uwagę na inny problem: to, co konsument widzi na etykiecie, nie zawsze odpowiada pełnemu chemicznemu obrazowi gotowego produktu. Część dodatkowych substancji może pojawić się przypadkowo, na różnych etapach produkcji i dostaw.

Dla konsumenta oznacza to przede wszystkim, że nawet dokładne czytanie składu ma swoje granice. Etykieta nadal jest ważnym źródłem informacji, ale nie jest wynikiem laboratoryjnej analizy każdej substancji obecnej w opakowaniu.

Wybrane dla Ciebie